Podwójne szczęście

Od siedmiu miesięcy mam w domu dwóch małych przystojniaków - dwóch małych prezesów, którzy wyznaczają rytm dnia. Czasami burzą skrzętnie ułożony plan zajęć i każą zwolnić. Zatrzymać się na chwilę i skupić na tym co tu i teraz.


Wszelkie zajęcia dodatkowe muszą czasami poczekać, bo w tym momencie najważniejsi są Oni. Moje podwójne szczęście, podwójna radość, ale też podwójny obowiązek. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak ciężko i dużo pracowałam, jak teraz. Nie pamiętam też, kiedy ostatnio czułam wewnętrzny spokój tak, jak odczuwam go teraz. Odkąd pojawili się Oni coś się zmieniło. Głód wiedzy, chęci podróżowania i aktywności nie minął. Zmieniło się jednak nastawienie. Slow life nabrało większego znaczenia, a minimalizm stopniowo wdziera się w różne sfery życia. Jakość wygrywa z ilością. Proste sprawy urastają do rangi tych ważniejszych. Oglądanie nauki raczkowania jest przyjemniejsze niż najnowszego filmu w kinie.

Bliźniaki to podwójne szczęście, ale i ogrom pracy, która czasami sprawia, że łzy cisną się do oczu i ogarnia tęsknota za dawnym życiem i jego beztroską. Jednak pomimo tego, że czasami jest ciężko, to jest to jeden z najlepszych prezentów od losu.

Mama bliźniaków - jak to jest? 

Wiele koleżanek zadaje mi co jakiś czas pytania, jak to jest z dwójką niemowlaków w domu i jak sobie radzę. Otóż jest pięknie, ale i trudno. Cudownie jest patrzeć, jak te dwie małe istotki wzajemnie motywują się do nauki nowych rzeczy i poznawania otaczającego je świata. Gdy tylko jeden zaczyna skakać jak żabka, drugi podpatruje go i sam próbuje. I wtedy pojawia się kwękanie i popłakiwanie, bo chce tak, jak brat, a jeszcze nie potrafi. I mimo tego trudu stara się dalej i obserwuje brata z zaciekawieniem i nadzieją na odkrycie sposobu, co tu zrobić, by tak sobie poskakać.

Cudownie jest też obserwować, gdy ta mała dwójka zaczyna dotykać się rączkami, gaworzyć w swoim niemowlęcym języku i uśmiechać się do siebie. Takich pięknych chwil jest mnóstwo, ale są też i te trudniejsze. Chociażby, gdy maluchy płaczą w tym samym czasie lub wówczas, gdy bawię się z jednym, a drugi leży obok i patrzy na nas tymi pięknymi, ale smutnymi oczkami.

Bycie podwójną mamą jest tak odmienne od bycia mamą jednego niemowlaka. Nie ma sensu porównywać się czy jest łatwiej czy trudniej. Jest po prostu inaczej. A zamiast narzekać jak jest ciężko lepiej skupić się na tych dobrych chwilach i cieszyć się z możliwości podpatrywania jak wzajemnie motywują się i rozwijają te dwie małe istotki.

0 komentarze