Wolniej się (nie)da

Kiedyś wydawało mi się, że życie ciągle w biegu jest naprawdę fajne. Kalendarz po brzegi wypełniony zadaniami i ciągła presja, że czasu za mało. W pewnym momencie bycie wiecznie zajętym stało się nawet modne, czego zupełnie teraz nie rozumiem.


Mogłabym przenieść się na jedną z Wysp Kanaryjskich, gdzie nikt nie pędzi i na wszystko jest czas.


Odkąd zostałam mamą, i to podwójną, wcale nie mam mniej spraw do załatwienia, czasami odnoszę wrażenie że jest ich nawet więcej niż kiedyś, ale nie czuję aż tak wielkiego stresu. Nie ma ciągłej i męczącej gonitwy. Zdarzają się dni, kiedy musimy jako rodzina sprężyć się i czasami nadal zdarza się nam robić coś w pośpiechu, jak przykładowo szykować się do wizyty u lekarza. Jeśli jesteście rodzicami, to doskonale pewnie to znacie i rozumiecie. Nieważne jak wcześnie zacznie się przygotowania, to i tak zazwyczaj tuż przed wyjściem z domu wybuchnie jakaś bomba, czyli wizyta dziecka w toalecie, zmiana pieluszki, wybrudzenie ubranka albo krzyk "Mamo chcę jeść!". Z dziećmi wszystko jest po prostu nieprzewidywalne.

Czy można być slow z dzieckiem?


Ale paradoksalnie dzięki dzieciom można żyć... wolniej. Jakkolwiek irracjonalnie to brzmi, to naprawdę tak jest.

Nieważne jak bardzo będziemy chcieli biec przez życie, dziecko w końcu tupnie nóżką. 


Będzie domagało się zainteresowania z naszej strony i bardziej przyziemnych zajęć, jak budowanie wierzy z klocków, niż dopracowywanie jakiegoś projektu.

Podróże z dzieckiem są inne, ale równie fascynujące. Kiedyś u Ani z bloga pannaannabiea.pl przeczytałam, że to dziecko powinno dopasować się do nas, a nie my do niego. Trudno się z tym nie zgodzić.


Trudno oczekiwać, że będzie przez dziesięć godzin bez przerwy zwiedzać urocze miasteczko gdzieś na południu Francji. W końcu trzeba będzie zatrzymać się, zjeść obiad, który może trwać nawet i godzinę, by móc dalej ruszyć. Nie chcę powiedzieć, że jak są dzieci to już koniec zabawy i realizowania swoich planów i marzeń. Jest po prostu trochę inaczej. Czasami bardzo ciężko, że aż łzy cisną się do oczu, ale później pojawiają się radosne i wyjątkowe chwile.

Nie ma bardziej szczerych osób niż dzieci. Nikt tak, jak one nie potrafi zachwycać się tym, co je otacza. 


Dla nich nawet zwykły kwiatek jest piękny. Nie potrzebują mnóstwa gadżetów i zabawek, bo czasami najlepsze jest to, co same znajdą. Ostatnio jeden z moich synów zostawił pudło zabawek i bawił się kamieniem, który znalazł w ogródku. Za nic nie chciał go oddać nikomu. Ściskał go w rączce, jak najważniejszy skarb i cieszył się, że go ma.

Mniej znaczy więcej

I właśnie o to chodzi, by zamiast gnać tylko za karierą i pieniędzmi, zwolnić i żyć. Doceniać to, co już mamy, a jest tego naprawdę wiele. Praca i pieniądze są ważne i dają wiele możliwości. Ich zarabianie nie powinno jednak przysłaniać tego, co sprawia że czujemy się szczęśliwi. Magda Prokopowicz pomimo trudnej walki z nowotworem bardzo często wspominała, by wystawiać łeb do słońca. By cieszyć się drobnostkami, które składają się na poczucie szczęścia. 

Zastanawialiście się kiedyś, co jest dla was ważniejsze - małe mieszkanie ale bez kredytu czy duży dom pod miastem z kredytem na dwadzieścia lat w pakiecie ze stresem, czy uda się go spłacić i brakiem czasu na cieszenie się z niego?


Aby tego doświadczać trzeba czasami zacząć iść zamiast biec. Można robić karierę i bogacić się, nie zaniedbując przy tym swojej rodziny. Znam kilka takich osób i, co ciekawe, wszystkie zgodnie twierdzą, że najważniejsza jest dla nich rodzina. To fundament bez którego sukcesy nie mają sensu. Szczęście smakuje lepiej, gdy możesz je z kimś dzielić. A jeśli możesz je dzielić z dziećmi to jesteś już wyjątkowo szczęśliwym człowiekiem. 

To najlepsi nauczyciele świadomego życia. Nikt tak jak one nie nauczy cię jak być tu i teraz i że są fajniejsze rzeczy do robienia niż oglądanie telewizji. Dzięki nim możesz wiele zyskać. Możesz zacząć żyć na nowo i zwolnić. Czerpanie radości z prostych rzeczy jest sztuką. I warto uczyć się tego, że mniej naprawdę znaczy więcej. 

0 komentarze